Artystyczna kreacja jest wspaniałym procesem, który niesie artystę jak na skrzydłach. Na tę chwilę, gdy trwa świat się zatrzymuje i otwiera przed artystą drzwi do innego wymiaru, innego czucia, innego bycia. I właśnie dlatego tak ciężko nam jest, gdy paliwa zabraknie. Gdy wena opuszcza, pomysły nie chcą płynąć wszystko, co tworzymy wydaje się płaskie, bez polotu, nijakie.
Kryzys twórczy krok po kroku spowija codzienność artysty gęstą mgłą… a tęsknota za światłem boleśnie przeszywa ciało.
Ze względu, że sama jestem artystyczną duszą i mój świat bez kreacji nie istnieje, nie raz spotkałam się z pisarską blokadą. Kryzys twórczy był dla mnie cenną lekcją. Minęło wiele czasu, zanim nauczyłam się patrzeć na ten proces jak na nośnik ważnych informacji, które wysyła do mnie mój wewnętrzny świat.
Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z artykułem na ten temat, ponieważ kryzys twórczy jest również obszarem, w którym pracuję z klientami w gabinecie. Dlatego ważne jest, aby mieć świadomość, że nie trzeba borykać się z nim samemu.
Ten wpis będzie nieco inny niż poprzednie, ponieważ będzie on z cyklu case study, a na pierwszy plan pójdzie mój własny przypadek.
Kryzys twórczy vs potrzeba kreacji, czyli emocjonalny rollercoaster artysty
Któż z nas nie spotkał się z chwilowym brakiem motywacji, czy siły do działania. Nauczyliśmy się opiekować towarzyszące mu poczucie, że „nic się nie chce”, ten chwilowy brak paliwa. Jak sobie radzimy? Różnie, czasami szukamy zewnętrznych motywatorów, a czasami rozczytujemy ten stan, jako wołanie – czasami o przerwę lub odpoczynek, kilka dni luzu, a czasami o zejście nieco głębiej i wsłuchanie się w emocjonalny świat, w którym coś ewidentnie domaga się uwagi.
Dlaczego zatem kryzy twórczy ma inne znaczenie, niekiedy wręcz przydaje się mu katastroficzny wymiar, a powyższego sposobu nie da się przełożyć 1:1?
Zacznijmy od tego…
Czym jest kryzys twórczy?

Odpowiedź nie jest prosta. W powszechnym rozumieniu to brak weny, czyli pomysłów, energii, natchnienia… Dodatkowo towarzyszy nam „od zawsze”, świat pełen jest historii twórców, którzy mierzyli się z ogromnymi kryzysami i szukali przeróżnych sposobów, by je obłaskawić lub się przed nimi chronić. Doprowadzało to często do ogromu natręctw i dziwnych nawyków, które miały tak naprawdę działać, jak zaklęcia ochronne. Ale czy zaklinając umysł da się obłaskawić domagające się uwagi emocje? Hmmm, nie sądzę, a właśnie o emocje się tu rozchodzi.
Patrząc na to z własnej perspektywy i doświadczenia zgodzę się, z tym że kryzys twórczy swą obezwładniającą siłą wzbudza ogromne przerażenie. I jest ono uzasadnione. Gdy artysta jest na fali tworzenia (a często w jej następstwie ma ogromną gratyfikację), gdy biochemia mózgu szaleje, a artysta wręcz skąpany jest w endorfinach, to nie ma dla niego piękniejszych chwil, dających większego kopa i większe szczęście.
Może to generalizowanie, może to zbyt przerysowane, ale dla mnie tak właśnie jest. Gdy piszę, to pochłania mnie to całkowicie, jestem każdą postacią na kartce, każdym zdarzeniem i emocją. Jestem w innym świecie. Moim, tym który kreuję, za który odpowiadam, nad którym mam kontrolę. Nawet mój mąż mówi, że wyglądam na najszczęśliwszą, jak wtedy gdy piszę.
I nagle… przychodzi kres, wielokrotnie projekt nie jest jeszcze skończony, a ja nie mogę zebrać myśli i przelać ich na papier. Nie wiem, co się dzieje, ale im dłużej to trwa tym jest trudniej.
O co chodzi tak naprawdę?
Coś się zmienia, to jakby ktoś odciął prąd. I nagle wypełnia mnie poczucie ogromnej pustki, jakaś część mnie jest jeszcze pełna kreatywności, ale brak mi już z nią połączenia. Często pojawia się również cała masa obaw, pytań o sens, odkrywanie bezsensu. Cóż, zaczyna się jazda w dół po poczuciu własnej wartości. Ten stan jest ogromnie trudny, a ze względu na to, że kryzys twórczy jest na drugim biegunie do aktywności, boli jak diabli.
Jak nauczyłam się opiekować ten stan?
Nie będę podawała tutaj 7 kroków jak zwalczyć kryzys twórczy, bo nie taki wymiar ma ten artykuł, bardziej zależy mi na tym, abyśmy jako twórcy zamiast poszukiwania magicznych zaklęć i ćwiczenia się w nawykach (oczywiście nie demonizuję ich), postarali się zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Dodam też, że mam alergię na wszelkie walki i pokonywania procesów, które się w nas dzieją, uważam, że na siłę nie wiele można zdziałać, a już na pewno nie w przestrzeni emocjonalnego świata.
Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że twórczość to proces i nie mówię tylko o blokadzie twórczej (i oczywiście nie tylko w aspekcie pisania), ale o całym cyklu. Tworzenie – brak towrzenia – tworzenie.

Czym są poszczególne etapy tego procesu?
Kreacja to tak naprawdę bardzo emocjonalny i wymagający proces, a z jej pożeralności energii długi czas nie zdajemy sobie sprawy. Zresztą nie tylko z tego, bo tak naprawdę wiele rzeczy dzieje się poza naszą świadomością. Tworząc, coś procesujemy, przetwarzamy w naszym wewnętrznym świecie, spotykamy się z trudnymi emocjami, niekiedy powracają zdarzenia z przeszłości, otwierają się jakieś przestrzenie.
W rękodziele, pisaniu, malowaniu, czy jakiejkolwiek innej formie tworzenia zawsze pozostawiamy cząstkę siebie, kreujemy sobą i nie da się inaczej.
Dlatego w końcu przychodzi czas, by odpocząć, niestety to nie my decydujemy, kiedy nadchodzi i jak wygląda. Ale dobra wiadomość jest taka, że możemy to zmienić.
Czas kryzysu to bardzo często kontynuacja wewnętrznego procesu, który zadziewa się, podczas tworzenia (ale może też być wywołany jakimś innym doświadczeniem, niekoniecznie związanym z tworzeniem). Coś zostało spełnione, coś się wydarzyło lub poprzez artystyczne działanie uruchomiliśmy jakiś przepływ, coś się transformowało, a teraz nadchodzi czas na zaopiekowanie tego, co pozostało. A bardzo często pozostaje swego rodzaju pustka, jakiś bliżej nieokreślony brak. Często definiujemy to jako brak weny, ale moim zdaniem jest to głos naszego wewnętrznego świata, który prosi o zaopiekowanie.
Tego czasu naprawdę nam potrzeba. Świat artysty jest piękny i wielowymiarowy, mówi się, że artyści są wrażliwsi, widzą, czują więcej. I właśnie dlatego potrzebują czasu na zaopiekowanie się sobą, gdy nie tworzą.
Jak tego dokonać?
Poprzez:
- zwrócenie się ku sobie
- poznanie wewnętrznego świata
- zaznajomienie się z tym, jak przebiega indywidualny proces tworzenia
- przygotowanie się na niego.
Ważna jest świadomość, że każdy z etapów wymaga od nas innego rodzaju uważności.
Gdy jesteśmy w procesie twórczym, unosimy się na jego fali, zapominamy, aby zadbać o ciało i umysł. Choć to wydaje się banalne, ale dobre odżywianie będzie tutaj bardzo ważne, bo karmieni endorfinami zapominamy o paliwie dla naszego mózgu. Spacery, zajęcia sportowe, joga – wszystko to, co pozwoli nam się dotlenić, a tym samym zbalansować, będzie z pewnością pomocne.
Przyda się również dużo zrozumienia i czułości dla nas samych, dla emocji, które się w nas budzą i przelewają, ich źródło w tym momencie nie jest tak istotne, jak one same.
Pozwól sobie na ich przepływ, intensywność, na bycie z nimi i poczucie ich w ciele. Otocz je opiekuńczym oddechem.
Pamiętaj nie ma złych i dobrych emocji, emocje po prostu są. Pojawiają się i gdy pozwolisz sobie na ich poczucie, rozpuszczą się, dając możliwość zaistnienia w odczuwaniu kolejnym.
A co zrobić, gdy nadchodzi czas kryzysu?
Robimy dokładnie to samo, ale z większą uważnością i czułością. Teraz mamy już dostęp do tego, co się dzieje w naszym wewnętrznym świecie, do tego, co otworzył proces kreacji. Więc nadszedł czas na zaopiekowanie – zrozumienie, przepracowanie.
Czasami warto skorzystać z pomocy, by przejść przez ten proces. Sesje coachingowe, sesje integrowania oddechem pozwolą zrozumieć to, co się dzieje. Bo to czas, który obfituje w ogrom ważnych informacji, które przekazuje nam nasz wewnętrzny świat. Niestety jesteśmy nauczeni bardzo krzywdzących nas samych reakcji na takie stany emocjonalne. W naszych głowach od razu krzyczą przekonania, na temat tego, jacy jesteśmy (oczywiście są to przekonania niewspierające), czujemy przymus, aby powrócić do aktu tworzenia, i chcemy tego dokonać za wszelką cenę.
To droga usiana frustracją, dowalaniem sobie i szukaniem w spojrzeniach innych rozczarowania naszą osobą.
Byłam tam, nie warto. Tym bardziej że może to zaprowadzić do stanów depresyjnych, poczucia krzywdy i bólu.
A prawda jest taka, że im dłużej będziemy się opierali tym uczuciom, próbowali je zamaskować lub zmienić na siłę, tym gorsze będzie nasze samopoczucie.
Co zatem zrobić, gdy mamy wrażenie, że nie pozostało nic innego, jak usiąść i płakać.
Właśnie to. Spotkać z tym, co żywe i pozwolić sobie na te emocje (jeśli nie wiesz, jak, zapraszam na sesję coachingową, wspólnie znajdziemy sposób, jak to zrobić).
To po pierwsze, a po drugie szukaj swojego sposobu. Z mojego doświadczenia to działa, a wypracowany sposób, dostosowany idealnie pod Ciebie zostaje na zawsze. Gdy poznasz swoje potrzeby oraz to, na jakich wartościach kreujesz swój świat będziesz mogła/mógł czerpać z procesu kreacji jeszcze więcej, a kryzysy twórcze przestaną być kryzysami.
A co z zewnątrz? Chętnie polecam książkę Droga Artysty Julii Cameron. Z tej kursoksiążki wzięłam sobie swego czasu wiele, a to, co ze mną zostało to poranne strony – nie zliczę ile dzięki nim przeprowadziłam wartościowych rozmów sama z sobą.
Mam nadzieję, że ten artykuł rzucił nieco inne światło na kwestię blokady twórczej i choć trochę pomógł Ci w rozumieniu tego procesu.

