Zmiana w życiu – potrzebna i straszna zarazem?

Gdybym miała wybrać słowo, której jeszcze do niedawna dość mocno mnie triggerowało byłaby to zmiana w życiu. Co takiego kryje się pod tym słowem, że nie tylka ja ulegałam wielu emocjom słysząc je lub myśląc o tym, co mogę, powinnam lub chcę zmienić w swoim życiu?

Dlaczego zmiana przeraża, zamiast cieszyć?

W tym wpisie postaram się odpowiedzieć na to pytanie.

Zmiana w życiu – naturalna kolej rzeczy?

Już Heraklit powiedział, że jedyne, co stałe w życiu, to zmiana i choć było to około 6-5 w. p.n.e., temat zmiany wciąż wzbudza w nas wiele emocji. No cóż, nie bez kozery starożytni filozofowie i nie tylko oni pochylili się nad tak prozaicznym wydaje się tematem. 

W coachingu temat zmiany jest tym przewodnim, sama często mówię i piszę o zmianach w życiu, które mają nadać mu lepsze jakości. I przyznam się szczerze, że tak bardzo ten temat stał się mój, że zapomniałam o tym, jak to kiedyś było u mnie ze zmianami. 

Przypomniała mi to pewna rozmowa przy kawie i zapoczątkowała myśl, by stworzyć nie tylko ten artykuł, ale również wszystkie okołozmianowe treści, które wrzucam na media społecznościowe w ostatnim czasie. Padło podczas niej stwierdzenie, że ludzie boją się zmian. Pamiętam, jak wielkie było moje zdziwienie (?!), bo przecież jak zmiana w życiu może przerażać?! (Tak, tak szybko zapomniałam 😉).

Otóż może i przeraża.

Tylko skąd to przerażenie?

zmiana w życiu

Odpowiedź niby jest prosta – bo czeka nas coś nowego, a tym samym nieznanego. A jak nie znamy, to nie mamy na to własnego schematu działania – wiele może nas zaskoczyć. Cóż, nie możemy tego nowego skontrolować i zaopiekować po staremu, bo niby jak?

A że już wiemy, że zmiany są nieodzownym elementem naszego życia i mamy ogrom różnych doświadczeń z nimi związanych, trudno się dziwić, że nie chcemy na własne życzenie sobie tej niepewności i braku kontroli fundować. A jednak z drugiej strony sobie tego życzymy.

I klops. Chcę, aby się coś zmieniło, ale żeby się nie zmieniło – tak to mniej więcej wygląda.

Ciśnie mi się na usta odpowiedź i tak i nie. Ale zanim ją doprecyzuję, zastanówmy się wspólnie, jakie miejsce zajmuje zmiana w naszej mentalności.

Zacznijmy od tego, co wpływa na nasze postrzeganie zmiany.

Doświadczenia

One są jednymi z najważniejszych, a że jesteśmy istotami stadnymi (że tak to ujmę), to doświadczenia innych ludzi również nie pozostają bez znaczenia, a wręcz bywają ważniejsze od naszych, szczególnie gdy są trudne lub negatywne. O wiele łatwiej zapadają w pamięć historie klęsk, upadków, niepowodzeń, niż te pełne sukcesów i szczęśliwego życia. A jeśli już inspirują nas te drugie, to też bardzo często zdarza się tak, że wywołują w nas strach, poczucie własnej niemocy, braku zasobów, sił do działania lub po prostu zazdrości (która jest energożerna jak stara farelka – kto kiedyś używał, wie, jak to licho potrafiło wybić korki). 

Tak więc doświadczenie – własne, cudze – bywa ogromną kłodą pod nogami na drodze do zmiany.

Jednak to nie wszystko, gdy nie mamy na podorędziu żywej historii, z pomocą przychodzą nam różnego rodzaju mądrości: o zmianie, która nie wyszła na dobre, o zamianie siekierki na kijek, czy o tym, że lepsze jest stare, bo przynajmniej znane. Są jeszcze takie, które działanie definiują nie tylko jako trudne, ale też osobę, która je podejmujące stawiają w bardzo złym świetle, np. po trupach do celu. 

zmiana w życiu

Niewspierające przekonania

Och, jak one potrafią zaciągać w nas hamulec na drodze działania, ba! bardzo często nawet nie możemy za ich sprawą na nią wejść. Jest ich pełen wachlarz, przytoczę poniżej tylko kilka, sprawdź, czy są Ci znajome.

  • Sukces jest dla innych, nie dla mnie.
  • Porażka to moje drugie imię.
  • Po co mam próbować, jak i tak nigdy nie będę w tym perfekcyjna/y (lub  – inni i tak będą o wiele lepsi ode mnie).
  • Porażka zdefiniuje mnie jako osobę nic niewartą.
  • Już jest za późno, by coś zmieniać.
  • Nie mam wystarczających umiejętności, by tego dokonać.
  • Sam/a sobie nie poradzę.
  • Nikt mi nie pomoże.
  • Muszę sobie poradzić sam/a.
  • Nie zasługuję na sukces.
  • Z tym się trzeba urodzić.
  • Nie mogę stawiać swoich potrzeb ponad potrzeby innych.
  • Najpierw najbliżsi później ja.

Mam wrażenie, że mogłabym mnożyć te przykłady bez końca, a że jest to dość przygnębiające, pozwolę sobie tu się zatrzymać. Jak widać, tym stwierdzeniom daleko do motywatorów, a niestety niewspierające przekonania bardzo mocno mamy zaszyte w naszej świadomości. 

Co ludzie powiedzą, czyli strach przed oceną

Pojęcie dulszczyzny jest nam wszystkim znane. Świetnie oddaje je uwspółcześniony przekaz z serialu Co ludzie powiedzą? (Polecam, bardzo ciekawe studium przypadku 😉)

Zależność od wyimaginowanego postrzegania nas przez innych bardzo często budzi strach przed podejmowaniem działań mających na celu zmianę. Z obawy przed ostracyzmem, który raczej jest tylko w naszych głowach:

  • nie zmieniamy pracy, choć ta jest daleka od satysfakcjonującej i pod względem rozwoju i finansowym,
  • obawiamy się sięgnąć po marzenia i realizować się zawodowo w mniej konwencjonalny sposób,
  • głosy innych (które często są głosami troski, czy zainteresowania), odbieramy jako wyrocznię lub głos rozsądku i trwamy w trudnych relacjach, toksycznych związkach, czy schematach zachowań, które już dawno straciły na aktualności i były dla nas przydatne.

Kontrolę nad naszym życiem oddajemy strachowi przed samotnością, wykluczeniem, brakiem wsparcia i zrozumienia. A przecież tylko my sami wiemy, jak jest w naszych butach i czy już czas, aby wymienić je na nową parę, albo przetestować na nowej ścieżce. 

Nie każdemu spodobają się nowe, nie każdy będzie chciał towarzyszyć nam w nowej podróży, bo… po prostu nie musi 🙂.

zmiana w życiu

Wracając do pytania, czy w tym wszystkim faktycznie chodzi o samą zmianę?

Nie – bo preludium zmiany również wymaga od nas zaopiekowania – my w nim potrzebujemy uwagi.

  • Czasu na poznanie naszych myśli i przekonań.
  • Wysłuchania wielu zdań, choćby po to, by zweryfikować, czy ich autorzy są w tym procesie dla nas ważni/potrzebni.
  • Zapakowania plecaka takimi elementami z doświadczeń swoich i innych, które nie będą ciążyć, a wręcz staną się niezbędnikiem survivalowca.

Proces ten może być uskrzydlający, motywujący, wspierający, jeśli uwolnimy się w nim od własnej oceny, postawimy na czułość i zrozumienie oraz poznamy nasze wartości i potrzeby.

Tak – bo to, co nowe, budzi obawy. Gdybyśmy po raz pierwszy doświadczyli zachodu słońca, podczas zimnej i ciemnej nocy, drżelibyśmy z niepokoju co będzie dalej, spotkali nasze demony i to co, dla nas ważne… a wschód powitalibyśmy z tak wielką radością, ciekawością i mocą, że trudno by nam było pomieścić zalewające nas emocje.

Zatem chyba warto obawiać się nocy, by móc powitać nowy dzień…

Podczas spotkań coachingowych jest przestrzeń na opiekowanie procesu zmiany już na etapie wspomnianego preludium, a czasem nawet wcześniej, gdy w głowie zaświta pierwsza myśl o tym, by sięgnąć po życie, lub jakąś jego sferę i kreować je na własnych zasadach

Coaching to przede wszystkim przestrzeń, która:

  • jest bezpieczna i wolna od oceny
  • ma gotowość na przyjęcie wszelkich rozkmin, pomysłów i prób
  • poddaje się Twoim regułom czasu – Ty tworzysz plan, który jest dostosowany do Twoich możliwości
  • inspiruje, umożliwia zobaczenie więcej, inaczej, obserwowanie od zakrystii
  • testowanie planu w laboratoryjnych warunkach, analizowanie każdej opcji
  • doświadczanie i poznawanie emocji w czułości do siebie i w dużym zaopiekowaniu.

Dlatego pisząc czy mówiąc o zmianie, nie czuję już oporu przed nią, a widzę możliwości do pełniejszego i szczęśliwszego jutra, zapraszam, abyś poczuł/a to samo.