Ciśnij! Jeszcze jeden krok! Wytrzymaj! Stres? Każdy się stresuje, dasz radę! To Twój czas! Nie zmarnuj tej szansy!
Znasz to? Jak często słyszysz te słowa od innych? Ile razy powtarzałaś to sobie to gdy szurałaś nosem po podłodze ze zmęczenia? Gdy świat i jego oczekiwania przytłaczały Cię swoim ciężarem, gdy Twoja lista rzeczy do zrobienia „na teraz” nie miała końca. Gdy wyczekiwałaś chwili na odpoczynek, na zakończenie projektu, zadania?
Ale wiesz, że było warto, prawda?
Spięłaś pośladki, zmobilizowałaś wszystkie siły, może nie spałaś, zapominałaś o posiłkach, stres zalewał Cię falami jak morze podczas sztormu. Ale… odwróciłaś piramidę wartości, zamieniłaś priorytety i dopięłaś swego! Co wtedy czułaś? Byłaś z siebie dumna, zadowolona? Mam nadzieję, że tak.
Zapytam tylko: A co było później? Odpoczywałaś, dałaś sobie czas, na to, by rozkoszować się sukcesem? Uznałaś siebie w tym wszystkim?
Czy może wpadałaś w wir kolejnej pracy, następnych zadań…?
U mnie tak było i przyznaję się do tego, choć z bólem serca. A ten ból nie pojawia dlatego, że się wstydzę, że przecież „trzeba zawsze siebie trzeba stawiać na pierwszym miejscu”, a ja tego nie zrobiłam, ale dlatego, że nie wiedziałam, jak to zrobić…

Zatrzymajmy się na chwilę. Nie chcę, aby ten wpis był pełen moralizatorskich wynurzeń i dobrych rad, bo nie o to mi chodzi. Chcę, abyś dzięki niemu zobaczyła w tym, jak działasz, jak żyjesz siebie. I nie, nie moim celem nie jest to, abyś zaczęła bić się w pierś, lub miała wyrzuty sumienia albo obiecywała sobie, że się zmienisz, znajdziesz przestrzeń dla siebie i… wpisała to w napięty do granic możliwości grafik.
Wręcz mam do Ciebie prośbę…
nic nie zmieniaj.
Szokujące? Może. Pewnie zapytasz: Jak mam nic nie zmieniać, obniżyć stres i znaleźć czas dla siebie? Odpowiadam: Zaczynając od zatrzymania się w miejscu, w którym jesteś. Zrób stop-klatkę i rozejrzyj się, tak jakbyś rozglądała się po pokoju, który niby znasz, ale ktoś go ukradkiem przemeblował, wiesz, że jest w nim coś innego, coś nowego, ale jeszcze nie widzisz co. Spokojnie jestem w nim z Tobą i podrzucę wskazówkę, na co popatrzeć.
Rozejrzyj się i…
uznaj miejsce, w którym jesteś.
Zobacz spokojnie jak działasz, co osiągasz, jaki jest Twój schemat, który pozwala Ci dopinać wszystko na ostatni guzik. Tylko nie oceniaj! Pamiętaj jesteś tu po to, aby się rozglądać. Co widzisz? Jest tu dużo determinacji, odwagi, siły, umiejętność układania priorytetów, wyznaczania sobie celów (choć może nie robisz tego świadomie), bardzo dobra organizacja… co widzisz jeszcze?
Zobacz kto jest w Twoim życiu, jakie budujesz relacje. Co powiedzą o Tobie inni ludzie? Nie tylko najbliżsi. Że jesteś sumienna, pracowita, że można na Tobie polegać, że dbasz o więzi, które tworzysz, że inni czują się z Tobą dobrze, bezpiecznie, zaopiekowani? Co jeszcze tu znajdziesz?
A teraz sprawdź, czego brakuje Ci w tym pokoju pełnym skarbów? Może jest w nim nieco duszno, ciasno? Masz tak wiele, ale może czujesz się przytłoczona? Obijasz się o to, co w nim jest, czujesz się nieco klaustrofobicznie. Co możesz zrobić? Nie, nie wychodź! Spróbuj… otworzyć okno i wpuścić trochę powietrza, zrobić przeciąg, poczuć lekkość świeżego podmuchu.
Wiesz, że właśnie tak możesz poczuć lekkość w swoim działaniu, a nie stres?
Ok, pomyślisz: wyobraźnia wyobraźnią, ale co z rzeczywistością? Spokojnie, w realności też możesz „otworzyć okno”.
Jak?
Zacznij od najmniejszego możliwego kroku, a chociaż skoro czytasz ten tekst, to myślę, że pierwszy masz już za sobą :). Zatem…
Zrób drugi krok
Zrób przestrzeń na… oddech, na zatrzymanie, posłuchanie tego, co podpowiada Ci Twój wewnętrzny świat. Nawet jeśli głośne jest w nim teraz „ciśnij kobieto!”, to gwarantuję, że usłyszysz coś jeszcze.
Brzmi to dziwnie, może nawet śmiesznie, ale przecież wiesz, że potrafisz tak wiele, że masz wszystko, by przenosić góry, czymkolwiek dla Ciebie one są. Więc czym jest chwila na oddech, jeśli zrobiłaś już TAKIE rzeczy?
Zapytasz: Ale po co?
Może po to, aby Twój nos nie szurał po podłodze, abyś nie działała na oparach, ściśniętych pośladkach i wyczekiwała dopięcia projektu, by stres Cię nie pożerał, by móc w końcu odpocząć, choć obie wiemy, że z tego odpoczynku raczej niewiele będzie… (O tym, jak nauczyć się odpoczywać pisałam tutaj)
Po to, byś zatrzymała się na chwilę – nie na koniec zadania, nie o 17.00 w czwartek, bo wtedy masz okienko, nie za tydzień, za miesiąc, nawet nie jutro! Zatrzymaj się teraz, bo to krok, by wyjść ze schematu, w którym działałaś do tej pory. Ale spokojnie, zapewniam Cię nic nie stracisz. Tej siły, odwagi, mądrości i doświadczenia nikt i nic Ci nie zabierze. One są niestracalne :), to twój bagaż podręczny na zawsze. I jest w nim miejsce, by dołożyć do niego, coś ważnego i dobrego dla Ciebie (i wyrzucić narastający stres).

Co będziesz z tego miała?
Sposób, by nie wywracać priorytetów do góry nogami. By nie odsuwać tego, co ważne na dalszy plan. By znaleźć odpowiedź, czego naprawdę chcesz. Przestrzeń dla… Ciebie prawdziwej.
Czasami roztrzepanej, niepoukładanej, zapominalskiej, zamyślonej, głośno się śmiejącej, mówiącej „głupoty”, upierającej się przy swoim. I też tej chcącej zaszyć się pod kocem, by przespać cały dzień, zmęczonej, pełnej frustracji, tej w słowniku której króluje słowo stres.
Stworzysz przestrzeń dla siebie prawdziwej z sercem żywym i pięknym jak podrywające się motyle.
Ale przestrzeń dla siebie stworzyć najtrudniej…
Zgadzam się, nie jest to łatwe i z pewnością jedna chwila zatrzymania nic nie zmieni, bo pośród miliona zadań i oczekiwań, zniknie ona bardzo szybko. A Ty… wrócisz do stawiania siebie na końcu. Jak już wspomniałam, znam to bardzo dobrze i powiem więcej, wiele z nas to zna.
Dlaczego jednak nie spróbować…?
Uznaj… to jaka jesteś teraz. Nie oceniaj, nie rób tego sobie, po co Ci kolejny stres? To już znasz, w ty, pewnie jesteś dobra.
Uznaj siebie. Daj sobie zgodę na miejsce, w którym jesteś, na sposób, w jaki funkcjonujesz, na decyzje, które podjęłaś, na drogę, którą idziesz… Nawet jeśli nie zawsze Ci się podoba, nawet jeśli Cię przytłacza, nawet jeśli chcesz więcej.
A teraz zrób maleńki i bardzo prosty ruch…
Przymknij oczy i połóż dłoń na sercu…
Spokojnie, na początku może nie wyczujesz jego rytmu, ale jest coś, co usłyszysz napewno – swój oddech. Pozwól mu wybrzmieć, wsłuchaj się w niego, daj się porwać melodii wdechu i wydechu. Obserwuj jak z każdym wdechem unosi się Twoja klatka, a może nawet powietrze wypełnia brzuch i poczuj jak się zapada, jak opada Twoja dłoń wraz z wydechem.
Podaruj sobie 10 oddechów – tylko tyle i aż tyle wystarczy na początku, by się zatrzymać i spotkać siebie. Taką, jaką jesteś teraz i by zrobić przestrzeń na pytanie: Jestem w tym naprawdę?

Spróbuj już teraz…
i może jeszcze raz po południu albo wieczorem przed snem… Połóż dłoń na sercu zawsze, gdy poczujesz, że już nie dajesz rady, że jest intensywnie, głośno, trudno, że nie widzisz poprzeczki, którą zawiesiłaś już nawet nie pamiętasz kiedy.
Po prostu połóż dłoń na sercu i usłysz swój oddech.
100 sekund, 1,5 minuty – tyle sobie daj, przecież wiesz, że warto.

Chcesz być na bieżąco z treściami, które publikuję, wpadnij na moje społecznościówki :).

