Mój pierwszy odcinek podcastu – premierowy, ten “od którego wszystko zależy” jest odcinkiem, w którym popełniłam błąd, a tak naprawdę chyba wszystkie możliwe.
Tego, co jest wyznacznikiem dobrego podcastu od strony technicznej u mnie nie uświadczysz. Dlaczego? Bo dokonałam takiego wyboru – uszeregowałam wartości i wyszło mi, że technikalia są dla mnie na szarym końcu i nie dlatego, że nie szanuję swojego odbiorcy, ale dlatego, że zaczęłam szanować siebie – czyli być dla siebie czułą. Swoją drogą o czułości do świata i siebie posłuchasz właśnie w odcinku premierowym.
I tak na kanwie podkastu nieidealnego zrodził się w mojej głowie pomysł na wpis blogowy. Pomyślałam, że może moje doświadczenie komuś pomoże, a przynajmniej taką mam nadzieję😉
Zatem o czym dzisiaj przeczytasz?
- Planowanie nie jedno ma imię.
- O dążeniu do ideałów i zabijającej kreatywność sile poprawek.
- O tym, czy właściwie wiemy, jakie są nasze priorytety.
Planowanie nie jedno ma imię
Od razu przyznam się, że nie jestem osobą, która planuje swoje działanie krok po kroku. Planuję konkretne rzeczy, bo wiem, że choćby rozpiska dotycząca przygotowania się do 2 tygodni wakacji pod namiotem zaoszczędzi mi wielu przykrych niespodzianek, czy popełnienia błędu, który będzie kosztował czas i pieniądze. Najczęściej robię plany nie po to, aby je zrealizować – wiem, jak to brzmi – ale po to, aby się urealnić. Lubię też iść na tzw.: żywioł (zaznaczam, że moje „pójście na żywioł” może się znacznie różnić o Twojego).
Wiem, że planowanie pomaga i staram się z tego korzystać, jednak najważniejszą dla mnie zasadą jest użyteczność tego procesu. A jak to się ma do nieidealnego podcastu? No cóż… Projekt podcast był dla mnie na tylko nie znany, ale również obciążony wieloma emocjami, które przywoływały we mnie bardzo trudne sytuacje. Urastał przez to do rangi tak wielkiego monstrum, że sama myśl o zaplanowaniu każdego kroku tego przedsięwzięcia wgniatała mnie w podłogę. Dlatego w tym przypadku wybrałam opcję bardziej mnie wspierającą – zamiast zjeść tort po kawałku łyżeczką, rzuciłam się na niego z impetem, by następnie zlizywać z palców rozmazany krem i kawałki ciasta. Co mi to dało? Ominięcie szalejącej burzy w mojej głowie i sercu. Stanie się głuchą na słowo „błąd”.

Czy polecam takie rozwiązanie?
Jeśli jesteś w stanie udźwignąć konsekwencje i nie jest to Twoje stałe zachowanie ucieczkowe, to tak :). Dlatego poleciłam je sobie. Wiedziałam, że ilość czynności około podcastowych w połączeniu z tym, co działo się w moim wewnętrznym świecie mnie przerośnie i nie starczy mi na długo paliwa z wizji radości i dumy pt.: „zrobiłam to”. W ten sposób oszukałam w sumie dwa systemy – zmorę stworzoną z niewspierających przekonań w mojej głowie i strach przed popełnieniem błędów.
O matko… błąd, czyli o dążeniu do ideału i zabijającej kreatywność sile poprawek
Jeszcze do niedawna zapętlałam się w poprawkach, podkręcana pewnością, że w moim działaniu na pewno pojawi się błąd – zawsze coś przeoczę, o czymś zapomnę. Dla mnie usłyszenie, że nie myli się ten, kto nic nie robi było jak gwóźdź do trumny. Marnowałam ogromną ilość energii i czasu na to, by dosięgnąć poprzeczki pt.; Ma być idealnie, której nawet nie widziałam. Efektem był bardzo szybki spadek mojej kreatywności i motywacji, by kontynuować projekt.
Patrząc na to z perspektywy czasu, wcale się sobie nie dziwię, że porzuciłam tyle projektów i wciąż zaczynałam nowe – z takim krytykiem trudno było mi realizować coś z pełnym zapałem i to skończyć, gdy podświadomie skazywałam się na porażkę. Nieidealne równało się dla mnie z byciem niewystarczająco dobrą, uzdolnioną, mądrą itd. Tak też gonienie za osiągnięciem ideału, który nawet nie był doprecyzowany wyczerpywało moje pokłady kreatywności i motywacji, nie mówiąc już o pochyłej w dół, po której turlała się moja samoocena.
Dlatego w przypadku podcastu, naładowana pozytywnie pierwszym sukcesem w podcaście Ani z Siły Marki, feedbackiem o tym, że to było ważne, postanowiłam działać. Odpuściłam całe techniczne działania, zrezygnowałam ze wszystkiego, co osłabi chwiejącą się motywację i wykorzystałam maksymalnie energię, którą miałam. Priorytety określiłam jasno – nagrywam, póki mam impuls do działania i nie przejmuję się resztą – odpuszczam.

Oczywiście nie obyło się bez spędzenia wielu godzin przed komputerem, po tym, jak ścieżka była już gotowa – przecież nie miałam pojęcia, co z nią zrobić dalej😉 (konsekwencje tarzania się w torcie). Czekało mnie jeszcze wiele pracy, aby podcast mógł zaistnieć. Godzina nagrywania, cztery godziny działań związanych z umieszczeniem pliku na platformach – wyczerpana jak po maratonie przez… płotki dopięłam swego i podcast pojawił się w przestrzeni.
OK, przyznam się, był jakiś plan…
Choć bardziej układał się w mojej głowie niż na papierze. Były to kroki, które pomogły mi w realizacji pierwszego odcinka podcastu.
- Określenie, co dokładnie chcę zrobić – jakie to mają być działania i jaki mają przynieść efekt.
- Jak będę sprawdzała, czy zmierzam do celu – czyli podzieliłam proces na etapy.
- Sprawdziłam, co mogę zrobić, CO NAPRAWDĘ MOGĘ ZROBIĆ, aby opublikować podcast, w miejscu, w którym jestem.
- Osadziłam się w realności, czyli sprawdziłam co tak naprawdę jestem w stanie zrobić, a z czego zrezygnować – przede wszystkim pod względem emocjonalnym.
- Określiłam, kiedy chcę opublikować pierwszy odcinek.
Czyli mówiąc językiem coachingowym wySMARTowałam cel, ponieważ każda zmiana tego wymaga 🙂.
Najdłużej zatrzymałam się przy 4 punkcie, bo…
emocje i myśli, które mi towarzyszyły, jak wiesz były kluczowe w całym procesie.
Od dziecka wstydziłam się swojego głosu, w mojej głowie wciąż pobrzmiewały zdania, że nie da się mnie słuchać. Niewspierające przekonania triumfowały. Mogłam ruszyć z nagrywaniem podcastu tylko po tym, jak je zaopiekowałam. Gdybym tego nie zrobiła albo porzuciłabym projekt na początku, albo szlifowałabym go, tak długo, aż moja motywacja i kreatywność ległyby razem w jednym grobie. Z pomocą przyszły mi sesje integrowania oddechem(sesje oddechowe), z których dobrodziejstwa regularnie korzystam, choć jestem praktykiem tej metody – w moim świecie szewc chodzi w butach 🙂 oraz mindset mocy (o czym opowiem niebawem).
Następnie mocno zakotwiczyłam w sobie wypowiedzi innych ludzi o tym, że mam głos, który nadaje się do prowadzenia podcastu i że chętnie mnie posłuchają. Po pracy z przekonaniami mogłam uwierzyć w te słowa, bez ciągłego umniejszania ich znaczeniu.
Może zapytasz, skoro wykonałam pracę w przestrzeni niewspierających przekonań, dlaczego podcast jest, jaki jest?
Bo chciałam być dla siebie dobra, czuła, bo chciałam sobie darować: test „czy dam radę” i dodatkową presję. Nowa przestrzeń, którą stworzyłam jest bardzo delikatna – praca w wewnętrznym światem to nie wykon w kierunku naprawiania siebie, a opiekowanie się sobą w miłości.
Teraz już wiesz, dlaczego tak ustaliłam priorytety. Musiałam kuć przysłowiowe żelazo, póki gorące, bo inaczej niewspierające przekonania mogłyby pociągnąć mnie w stronę utartych schematów działania.
Sesje oddechowe
Chcesz mieć większą świadomość swoich działań, myśli i tego, co czujesz? A może przyszedł moment, abyś spotkał/a się ze swoim ciałem, poczuł/a je, uwolnił/a od napięć i przewlekłego dyskomfortu? Spotkaj się ze mną w sesji integrowania oddechem i zadbaj o swój oddech, ciało i emocje.

Jakie są Twoje priorytety i jak to się ma do popełniania błędów?
Z ustaleniem priorytetów bywa ciężko, mówię o tych wewnętrznych. Nie pomagają nam w tym niewspierające przekonania, oczekiwania innych (albo nasze fantazje na ich temat), poczucie obowiązku wobec innych (albo nasze wyobrażenie na ten temat) itd. Czasem trudno jest wyłuskać to, co jest najważniejsze w naszym działaniu – to, co da nam największą korzyść i pozwoli zminimalizować koszty – te emocjonalne. Tak naprawdę, to co dzieje się w naszym wewnętrznym świecie, gdy realizujemy jakiś projekt (bez znaczenia, czy nasz osobisty, czy zawodowy), jest motorem naszego działania. I jeżeli w ferworze pracy, nagle zaczynamy słyszeć podszepty o: błędach, niedoskonałościach, byciu niewystarczająco dobrym a mamy jasno ustawione priorytety i zakładamy, np.: odpuszczenie dążenia do perfekcji to podejdziemy do nich z racjonalnym: I co z tego 😃.
Jak oswoić temat ustalenia priorytetów?
Zadać sobie pytania:
- Co się zmieni, jak to zrobię?
- Jak się wtedy będę czuła?
- Czego się obawiam w związku z tym?
- Jakie myśli mi się myślą, czy one mnie wspierają? (Jak sprawdzić, czy myśli są wspierające, czy nie sprawdzisz tu).
- Co stracę, jak osiągnę cel? – I to jest pytanie z cyklu przewrotnych pytań coachingowych. Zmiana zawsze niesie zarówno startę jak i coś nowego – zawsze coś tracimy. Jeśli wprowadzam nowe zachowanie – żegnam stary schemat, który był ze mną długo i choć był nieprzydatny i szkodliwy, był mi znany, a przez to bezpieczny i przewidywalny, bo funkcjonowałam w nim wiele lat.
Odpowiedzi, które odkryjesz pozwolą Ci spotkać się z tym, co jest naprawdę dla Ciebie ważne w tym, co robisz. Nie muszą to być wydumane powody, czasem lepsze samopoczucie jest wszystkim tym, co potrzebujemy uzyskać z działania. Te odpowiedzi pozwolą Ci również spotkać się z potencjalnymi sabotażystami, może też odkryjesz pułapki, które sam/a na siebie zastawiasz.
Bądź na bieżąco, polub i zasubskrybuj👍🏻

