Dzisiaj przychodzę do Ciebie z prywatną historią – moją historią o nieodpoczywaniu, czyli o tym, jak uczę się odpoczywać.
Zacznę od tego, że lubię działać, działanie to część mnie, integralna. I choć przez prawie całe moje życie, uważałam to za zaletę, co jakiś czas wraca do mnie to moje działanie w takiej formie, która mówi mi: Daga, znów tu jesteś?
Gdzie? – zapytasz.
Tam, gdzie działanie zaczyna mnie definiować, albo ja zaczynam się definiować przez to ile i jak działam.
Dlaczego dzisiaj opowiadam Ci tę historię?
Ponieważ, pomimo wiedzy, którą mam, procesu rozwojowego, w którym jestem (spokojnie, każdy z nas w nim jest bardziej lub mniej świadomie) i jak mi się wydawało, dość dobrego słuchania własnych potrzeb, zdarza mi się tracić realny ogląd sytuacji i ląduję w miejscu „nie wiem już, w co ręce włożyć, mam dość!”.
A Ty? Miewasz tak? A może potrafisz odpoczywać?
Zanim odpowiesz na to pytanie, chciałabym, abyś zastanowił/a się czym jest odpoczywanie i co to znaczy odpoczywać.
Czym dla Ciebie jest odpoczywanie?
Przez większość bardziej świadomego życia definiowałam odpoczynek, jako czas, w którym:
- nie pracuję,
- nie wykonuję zadań związanych z obowiązkami,
- mam czas dla siebie.
I niby wszystko się zgadza, zakładam, że masz podobnie, ale jak się okazuje droga, by nauczyć się odpoczywać nie jest taka prosta. A zaczyna się tam, gdzie pojawia się przestrzeń zwana czasem dla siebie.

Czym jest czas dla siebie?
Zanim odpowiem, jak to czuję, chciałabym podzielić się z Tobą pewną historią.
Mam przyjemność być w grupie mastermindowej prowadzonej przez Anię Ganew z Siły Marki, to niezwykłe doświadczać tych spotkań, ponieważ możliwość usłyszenia 4 głosów dotyczących jednej kwestii ma ogromną siłę.
Ale dlaczego o tym mówię?
Ponieważ czasem muszę usłyszeć własną opowieść z innych ust i z innym bohaterem. Tak było i tym razem, a rzecz dotyczyła tematu przewodniego tego wpisu, czyli odpoczywania.
Magdalena Galas podzieliła się refleksją swojej klientki. Na jednej z konsultacji (zajmuje się naturopatią i ajurwedą), zapytała klientkę jak ona odpoczywa, czym jest dla niej czas dla siebie. Odpowiedź może nie była zaskakująca, ale to było to zdanie, które dla mnie było, jak brakujący puzzel, jak łata w moście, której brak udaremniał mi swobodne przemieszczanie się od jednego do drugiego brzegu rzeki.
Zdanie to było wyliczanką zaplanowanych rzeczy na czas odpoczynku. Może teraz pomyślisz: Co w tym dziwnego, że ktoś zaplanował odpoczynek? Nic.
Ale Magda zapytała jeszcze: na co w danej chwili masz ochotę, czego potrzebujesz naprawdę?
I teraz pytam Ciebie: Czy wiesz, na co w danej chwili masz ochotę, czego potrzebujesz naprawdę, wtedy gdy masz czas dla siebie?
Gdy usłyszałam to pytanie w pierwszej chwili w mojej głowie rozdzwoniły się dzwony przerażenia, w drugiej mój umysł zaczął podsuwać mi obrazy: joga, medytacja, spacer, książka, podcast, nowy kurs… I to wszystko było ok, tylko za tym pojawił się obraz pustego kalendarza. Mojego kalendarza. Nagle wszystko stało się dla mnie jasne.
Jak się okazało, mimo tego, że jestem coachinią (lubię tę żeńską wersję tego słowa), mi również zdarza się przegapić ostrzegawcze flagi.
Chcesz dowiedzieć się jak osiągnąc życiowy balans?
Pusty kalendarz
Zanim opowiem o flagach zapytam: Jak jest u Ciebie z kalendarzem?
Jest wypchany po brzegi każdym rodzajem aktywności, a może wpisujesz w nim tylko biznesowe sprawy? Co w nim odkryjesz, gdy zaczniesz go przeglądać?
Dla mnie kalendarz jest się lustrem, które pokazuje mi jak działam. Gdy go kartkuję mogę zaobserwować nie tylko to ile wypracowałam, co osiągnęłam, ale też pewnego rodzaju cykliczność. Ta cykliczność jest obrazem tego i powiem to ze smutkiem, że zapominam zadbać o czas dla siebie. Cóż, czasem nie umiem odpoczywać…
Co dokładnie zaobserwowałam? To, że w pewnym momencie ilość wpisanych do kalendarza aktywności spada. Aż pozostają tylko te związane z pracą z klientami. Analizowałam sobie to, starałam porównać ten czas do odczuwanej wówczas rzeczywistość. I odkryłam z lekkim przerażaniem, że z czasem, gdy bardziej zaczynam odczuwać natłok działań i nie jest to dla mnie korzystne, pojawiają się „ostrzegawcze flagi”, czyli w moim kalendarzu zaczyna brakować aktywności związanych z:
- czasem dla siebie – flaga nr 1.
- spotkaniami pozabiznesowymi – flaga nr 2.
- szczegółowo rozpisanymi działaniami marketingowo – sprzedażwymi – flaga nr 3.
- wszystkim poza aktywnościami zawodowymi – flaga nr 4.
Gdy w moim kalendarzu zaczynają się pojawiać tylko spotkania biznesowe, a ja mam poczucie ciągłego działania (i jest tak faktycznie) dla mnie to znak, że nie dbam o siebie, nie równoważę swojego świata, nie ładuję wystarczająco baterii. Mój kalendarz pustymi polami krzyczy do mnie (albo moja podświadomość 🙂): potrzebuję przestrzeni!

Dlaczego o tym piszę?
Bo uważam, że to ważna kwestia i… wymaga ogromnego zaopiekowania się sobą. Chcę przez to zwrócić uwagę na, że czasem po prostu tak się zdarza. Łatwo wpaść w wir działania, szczególnie gdy jest pełne emocji, niesie gratyfikację i daje przyjemność. Dlatego cenne jest bycie uważnym, czułym i wyrozumiałym dla siebie, na każdym etapie w życiu i wtedy gdy umiesz odpoczywać i dajesz sobie czas dla siebie i wtedy gdy zbaczasz gdzieś z tej drogi.
Jak to zrobić? Mam pewien pomysł
Wrócę do tego o co pytała Magda, czyli: Na co mam ochotę, czego potrzebuję naprawdę, wtedy gdy mam czas dla siebie?
I do tego, co odkryłam, gdy pobyłam sobie z tym pytaniem. Okazało się, że droga, w której mam ustalony grafik, który teoretycznie był pełen czasu dla siebie (bo tu joga, tu medytacja, oddech, kursy, warsztaty itd), spowodowała, że wciąż byłam w trybie działania. A tryb działania kłóci się z odpoczywaniem, powiem więcej, w tym trybie nie ma miejsce na odpoczywanie. Idąc dalej zdałam sobie sprawę, że jeśli chcę odpoczywać „tak naprawdę” w pakiecie dostaję od siebie:
- wyrzuty sumienia,
- spadek poczucia własnej wartości,
- myślenie o sobie w kategoriach bycia nieodpowiedzialną itp.
Załamałam ręce, poczułam się jak w pułapce – własna działalność to z jednej strony wolność w układaniu sobie dnia, ale z drugiej strony trudność w odpuszczeniu tego, co „powinnam”.
Najtrudniej jednak było mi pozwolić sobie na poczucie i zagłębienie się w tym, że gdy nic nie robię to jest to normalny i potrzebny do życia stan.
Jak to powiedziała Gosia z Góra w chmurach marzeń „podstawa to BHP na zakładzie”.
BHP na zakładzie, czyli jak nauczyć się odpoczywać?
Spieszę z wyjaśnieniem. Jak zadbać o dobrostan, o czas dla siebie, o własną radość z chwil zatrzymania? Mam kilka wskazówek
- Zacznij od przejrzenia swojego kalendarza (nawet tego w głowie), zobacz jak on wygląda, co w niego wpisujesz, czy znajdziesz tam jakąś wskazówkę, refleksję?
- Przejrzyj dziennik, zapiski, które prowadzisz (jeśli tego nie robisz, to gorąco zachęcam do „porannych stron”, lub wieczornych przemyśleń).
- Staraj się zaobserwować małe znaki, która sama sobie wysyłasz.
- Nie definiuj, czy sama przed sobą, czy w kalendarzu czasu dla siebie, niech będzie niewiadomą, niespodzianką, którą sobie sama sprawisz.
- Gdy zacznie się Twój czas dla siebie, po prostu bądź. Nie wymyślaj zajęć, nie pędź nigdzie. Może masz ochotę na kąpiel i kubek kakao, a może chcesz przejrzeć gazetę (Kiedy przeglądałaś gazetę dla przyjemności?), może to czas na puzzle, na chwilę dziergania na drutach, na zapatrzenie się w przestrzeń za oknem z głową na miękkim jaśku z ciepłym kocem podciągniętym pod szyję i drzemkę. Zadaj sobie pytanie: Czego teraz potrzebuję? Poczuj odpowiedź w ciele, zanurz się w nią, rozkokoś.
- To może być kwadrans albo całe popołudnie, długość czasu nie ma aż takiego znaczenia jak regularność.
Teraz zostawię Cię z tym.
Albo zapytam jeszcze raz. Na co masz ochotę, gdy jesteś sam/a ze sobą, jaką masz potrzebę?

Pomocne inspiracje dla odnalezienia czasu dla siebie
Jeśli masz mętlik w głowie, a myśli skaczą jak rozemocjonowane kangury, mam dla Ciebie kilka wskazówek i pomocy, które pozwolą Ci zaopiekować moment przygotowania się do czasu dla siebie i zadbania o tę nową przestrzeń w sobie. Czułość i zaopiekkowanie jest szczególnie ważne, gdy dopiero zaczynasz te wyjątkowe spotkania.

