Dlaczego jesienią nic mi się nie chce? Czyli rzecz o jesiennym spadku energii i nastroju.

Jeszcze niedawno był*ś pełn* energii, wyskakiwał*ś o poranku z łóżka, a po południu, czy wieczorem znajdował*ś chęć na spacer, czy inną aktywność. Baterie były naładowane na maksa, a cały świat sprzyjał. Jeszcze niedawno chciało Ci się żyć pełnią życia.

A dzisiaj, pomimo, że jesteś po urlopie, że nawet gdzieś w środku cieszy Cię nadchodząca jesień to masz wrażenie, że każdy dzień drenuje Cię z energii… Że każdego dnia, chce Ci się coraz mniej… a przecież ta pora roku dopiero się rozpędza.

Co się ze mną dzieję?! – pytasz, wlokąc się noga za nogą do kuchni z nadzieją, że kawa zadziała, jak sok z gumijagód i odegna myśl o pozostaniu cały dzień pod kocem.

Odpowiedź na Twoje pytanie nie jest prosta.

Uwaga – zanim odpowiem na to pytanie, muszę napisać kilka słów.

Każda zmiana nastroju, przechodząca w przedłużający się stan wymaga Twojej uwagi. I tu odpowiedź to jesienne przesilenie, zaraz minie jest bardzo dużym uproszczeniem. Bo zawsze nie ważne, czy to wiosna czy jesień, czy na zewnątrz jest +40, czy -15 musisz być uważnym na to jak się czujesz, jak sam* się postrzegasz, jaki masz nastrój. 

(I choć jestem daleka od tego, że w życiu coś musimy, raczej poza fizjologią reszta pozostaje w gestii naszego bardziej lub mniej świadomego wyboru, to tutaj będę uparcie obstawać przy słowie MUSISZ).

No dobrze, myślę, że tę kwestię możemy już zamknąć i wrócić do tematu, co gdy marzysz o tym, że kawa zadziała, jak wspomniany sok z gumijagód, a to się nie wydarza pomimo tego, że wtłóczył*ś w siebie niemalże cysternę tego napoju?

Zacznijmy od tego co na zewnątrz, czyli

czym jest jesienny spadek nastroju i dlaczego jest dość naturalny

Przyjrzyj się, jak do tej pory wyglądała Twoja codzienność. Cofnijmy się o jakieś 10 miesięcy. Bogaty w emocje czas świąt i koniec roku, początek roku (bardzo często czy zawodowo czy prywatnie to również intensywny czas), ferie, zimowe urlopy, kolejne święta, zakończenie roku szkolnego lub przedszkolnego – jeśli masz dzieci to wiadomo, że tu jest zawsze na bogato, wakacje – to trochę czas poza czasem, bo jeśli Ciebie nie dotyczy wakacyjne szaleństwo, to osoby, z którymi jesteś w większej lub mniejszej zależności (prywatnej, czy zawodowej) mają swoje wakacyjne zobowiązania i plany. A początek września niesie też wiele nowości. I oczywiście urlop – ten wyczekany, wybrany, zaplanowany…

Już wiesz o co mi chodzi?

Od grudnia, a może nawet listopada jest mega intensywnie, trochę w odhaczaniu, trochę w oczekiwaniu na kolejne etapy, do tego od marca pogoda nam sprzyja, dnia przybywa, świat budzi się do życia,  jest cieplej, a przez to lżej (faktycznie i w przenośni) i ten czas drugiej połowy września i październik robi nam dużą wywrotkę. 

A pogoda (natura)w pewnym sensie zmusza nas do wyhamowania. A my jakoś tak i chcemy się temu poddać i nie. Wiemy już, albo nawet gdzieś pod skórą czujemy, że się nam nie spina. Że ilość zobowiązań choć taka sama jak 3 miesiące temu teraz jest trudniejsza do udźwignięcia. I ciężko tak jakoś… i bywa smutno, nostalgicznie, z tęsknotą za kocykiem…

Ok, idzie jesień, czas „do wewnątrz”, a co jeśli ja nie chcę…?

Możesz chcieć, możesz nie chcieć… Jedno jest pewne na siłę nie wiele zrobisz, bo może i owszem przetrwasz jesienną chandrę, może uchronisz się przed kocykowaniem, może zaciśniesz pośladki i będziesz działać na tych samych obrotach, tylko … rodzą się pytania – Kto poniesie koszt? I w jakim wymiarze?

Co zatem możesz zrobić?

Gdy odpowiem zwolnić, to pewnie będziesz chciał* zamknąć ten wpis 🙂 Bo jak zwolnić?! Po urlopie?! Gdy wokół tyle rzeczy do zrobienia?!

Słyszę, ale zapytam jeszcze raz – Jak dużą cenę jesteś w stanie zapłacić? I dodam tylko, że to Ty jesteś walutą. 

I nie, nie mówię o kolejnym urlopie, rzuceniu pracy, czy zobowiązań. 

Mówię o bardzo przyziemnych rzeczach. Np.:

  • Zamiast iść na siłownię, czy zajęcia sportowe (gdy cał* sobą tego nie chcesz), MOŻESZ raz ten czas poświęcić na gapienie się na spływające po szybie krople, albo kołyszące się liście – Głupota? To przypomnij sobie jak się czujesz, gdy czasami bezwiednie się temu poddajesz? Jakie to wtedy jest? Przyjemne, wyciszające, w pewnym sensie hipnotyzujące? A dlaczego? Bo nasz układ nerwowy tego potrzebuje – szumu deszczu, łagodnego ruchu, spokoju i ukojenia, które niosą. A jeśli dodasz do tego coś ciepłego otulającego aromatem w kubku i miękki kocyk… ach… (Czy to lepsze, czy gorsze niż endorfiny po treningu? Nie mam odpowiedzi, ale mam pytania – Co da Ci spokojne lądowanie w tym w czym teraz jesteś? Czego potrzebujesz? Hmmm… Może to czas by ukochać siebie właśnie w taki sposób?).
  • Możesz zaplanować sobie kolejny poranek – i choć pomimo tego, że ledwo wstajesz i masz ochotę wrzucić kolejną drzemkę, ustaw sobie budzik na 10-15 minut wcześniej. – Głupota? Chcesz powiedzieć: Daga, jak ja mam wstać 15 minut wcześniej, gdy ledwo się zwlekam z łóżka?! A gdyby miało na Ciebie czekać coś przyjemnego? Może wyjątkowo dobre śniadanie, a może chwila, gdy dom jeszcze śpi, a Ty nie musisz się spieszyć, może to spokojny spacer z psem, gdzie nie będzie “szybkiego siku” a celbrowanie tej chwili z ukochanym zwierzakiem. A może to czas na macie z jogą, medytacją, może poranne strony, a może wspólne śniadanie… Może warto troszkę się porozpieszczać, ukochać o poranku?
  • Spróbuj przejrzeć kalendarz i sprawdzić, co w tym czasie mogłabyś/ mógłbyś odpuścić, zamienić na coś co da Ci teraz większą przyjemność, sprawi, że poczujesz się dobrze. Że teraz trochę zacisnę zęby, ale gdy przyjdę do domu to… Znajdź tę jedną małą rzecz, zrób ten jeden mały krok, by złapać balans…

Bo jesień jest o odpuszczaniu… o zwolnieniu, o zajrzeniu do środka…

Czy tego chcemy, czy nie jesteśmy wpisani w rok astronomiczny, i pomimo tego, że współcześnie żyjemy mocno “obok czasu”, którym biegnie natura, rok “stworzony w excelu” (choćby nie wiadomo jak dobrze rozplanowany) nie będzi dla nas naturalny.

I nasze ciało mówi nam o tym o wiele wcześniej, niż dotrze to do naszej świadomości.

Dlatego tak ważnym jest, aby zauważać, co się w nas dzieje. Aby rozbudzić świadomość, tego jak reagujemy, co odczuwamy, dokąd prowadzą nas myśli. Jakie pragnienia się w nas budzą, a co staje się trudniejsze niż zwykle. Aby pozwolić sobie na obserwację spadku motywacji i sił do działania, aby pozwolić sobie na smutek, nostalgię, tęsknotę…

Najprościej możesz to zrobić zadając sobie pytania:

  • O czym jest ten spadek motywacji? Co mi to mówi?
  • Co dodaje mi energii, a co mi ją zabiera?
  • Jakie myśli mi towarzyszą?
  • Czy już kiedyś je słyszał*m?
  • Czego na teraz potrzebuję? 
  • Jaką najmniejszą/najprostszą rzecz mogę teraz sobie dać?

Poszukanie odpowiedzi na te pytania pozwoli Ci spotkać się z tym w czym teraz jesteś. Nie poprzez “dawanie rady”, bagatelizowanie zmęczenia, czy umniejszanie temu jak się teraz czujesz – bo to jesienna chandra.

Każdy stan, w którym jesteś to wiadomość dla Ciebie jak się teraz masz i czego potrzebujesz. 

A tak naprawdę to Twoją odpowiedzialnością jest odebranie tej wiadomości i zrobienie z niej najlepszego użytku, bo nadawcą jest najważniejsza dla Ciebie osoba – Ty sam*.

Życzę Ci spokojnego, jesiennego ukojenia…

Daga